Dlaczego zwolennik Ruchu Hizmet opuścił Turcję?

0 0

Prawie każdego dnia docierają do nas listy od tych, którzy uciekli z Turcji z powodu czystek, które zostały zapoczątkowane po próbie zamachu stanu z 15 lipca.

Poniżej znajduje się tłumaczenie niedawno otrzymanego listu, w którym rodzina sympatyzująca z Ruchem Gulena, zwanym także Hizmet, pisze o swoich doświadczeniach podczas opuszczania kraju. Zasługa przypada Samanyolu Haber za publikację 6 września relacji, która rzuca światło na osobiste historie związane z tym, co wielu nazywa „tureckim drenażem mózgów”.

„Zdecydowałem się napisać ten list po przeczytaniu artykułu pod tytułem „List pożegnalny pary zmierzającej w kierunku Kanady”, który został niedawno opublikowany na Ekşisözlük [popularnym tureckim forum internetowym].

Okazuje się, że ja i ta para, która wydaje się prowadzić kompletnie odmienny styl życia od mojego, podjęliśmy tę samą decyzję.

Pytanie: Dlaczego musieliśmy opuścić Turcję?

Jestem dobrze wykształcony. Wykonuję dobry zawód. W sumie dobrze byśmy się dogadywali w Turcji, gdyby te nielegalne przejęcia firm, potępiona próba zamachu stanu i to co nastąpiło później nigdy nie miało miejsca. To o czym para mówiła, o ingerencji w życie prywatne, o chuliganach na ulicach, nie wyróżniało się wrażliwością. Jak można się domyślić, my, jako wolontariusze Hizmet, przywykliśmy do tolerowania negatywności w kraju do tego stopnia, że gdyby stworzyć listę, te kwestie znajdowałyby się na jej końcu.

Choć starałem się przetrwać atmosferę nienawiści nasilaną stopniowo przez Erdoğana podjąłem decyzję po tym jak straciłem pracę przez działania AKP. Potem zostałem aresztowany co zmusiło mnie do rozważania nad spędzeniem reszty życia w innej części świata z dala od mojej rodziny. Zacząłem zastanawiać się nad wyborem nowego kraju do zamieszkania i rozpocząłem poszukiwania tam pracy. Przed 15 lipca, dzięki Bogu i z ogromnym wsparciem naszych przyjaciół, przenieśliśmy się do kraju na zachodzie, gdzie przestrzegane są rządy prawa oraz [szanowane są] prawa człowieka. Udało mi się tutaj nawet dostać pracę.

Skończyły się depresyjne noce, skończyła się nerwowość podczas której myliliśmy hałasy w mieszkaniu z najazdem policji. Tutaj tego już nie ma.

Już nie obgryzam paznokci.

Sąsiedzi nie kradną mi gazet spod moich drzwi. Nie muszę już wywieszać przy wejściu do mieszkania tabliczki, która nawoływałaby ludzi do bycia uprzejmym i nie kradnięcia gazet spod moich drzwi jak to miało miejsce w Turcji.

Odkąd tu przybyłem nie widziałem na ulicy zdjęcia jakiegokolwiek polityka ani nie słyszałem jego wypowiadanego imienia. Nie ma tutaj manifestacji. Nie ma również kanałów informacyjnych stale nadających ich nonsensowne i propagandowe przemówienia.

Podczas gdy ludzie w Turcji, zahipnotyzowani heroicznym dyskursem, przymrużają oko na fakt, że państwo wydaje pieniądze podatników na budowanie pałaców, moja kieszeń jest zawsze wypełniona walutą. Bo warto jest mieć przy sobie chociaż jednego centa. Jeden cent powinien zostać również zwrócony właścicielowi, jak nakazuje prawo i sprawiedliwość.

Mówiąc o prawie, tutejszy system oparty jest na poszanowaniu praw jakiejkolwiek żywej istoty, niezależnie od strat moralnych i materialnych.

W codziennym życiu brak jest cierpień z powodu negatywnych działań, takich jak rabunek, przekupstwo, nepotyzm czy uchylanie się od płacenia podatków. Nie mogę przestać zadawać sobie pytania:

„Czy to my jesteśmy muzułmanami, czy oni?”

Nie należy brać na poważnie rzadkich ataków na tle rasizmu czy przypadki upokarzania muzułmanek. Są one nieliczne i takie incydenty nie znajdują poparcia w społeczeństwie. Przemoc jest tak ograniczona, że ludzie nawet nie wyobrażają sobie jej zaistnienia. Ponieważ przypadki te są rzadkie, stają się one warte wzmianki w mediach. Z kolei tureckie media zbytnio to wyolbrzymiają. Uwierzcie mi.

Kiedy spaceruję po mieście robi mi się smutno myśląc o tym, z czym muszą żyć ludzie w Turcji. Nasz biedny kraj, w którym naturalne piękno jest ogołacane, niszczone, udostępniane [prorządowym biznesmenom]. Z jednej strony miejsce, gdzie nieograniczone, występujące blisko siebie dżungle, gdzie każde pojedyncze drzewo jest uważane za bezcenne, z drugie strony miejsce, gdzie nasza natura jest pokrywana betonowymi konstrukcjami i asfaltem. Smutne jest to, że nikt nie odważy się ich ze sobą porównać.

Z pewnością nie chcę denerwować osób czytających ten list w Turcji. Opisuję tylko scenę na którą natkniesz się, gdy zapytasz o rzeczy, o które należy pytać.

Bardzo trudno jest żyć w kraju, w którym niektórzy politycy są czczeni (tak, nie widzę żadnego problemu w używaniu tego idiomu) a reszta boi się bronić własnych praw oraz wśród pałacowych popleczników, którzy zrobią wszystko dla uzyskania wyższej pozycji.

Ten, który po raz pierwszy użył „zesłanej z nieba” możliwości pełnego kontrolowania wojskiem do włamania się do sąsiedniego grzęzawiska, nigdy na tym nie poprzestanie. Zawsze będzie chciał więcej.

Dziennikarze z niskimi kwalifikacjami i historiami pożądanymi przez rząd, biurokraci, którzy nie wykazują pełnej lojalności i przedsiębiorcy, którzy płacą 20 procent (być może teraz nawet więcej) ze swoich zarobków dla rządu i nadal nie mogą czuć się bezpieczni.

Możemy się tylko modlić o przyszłość naszego pięknego kraju, który z zewnątrz wygląda jakby był w zbiorowym transie.”

Leave A Reply

Your email address will not be published.