Fetullah Gülen w Washington Post: Turcja, której nie poznaję

1 0

Fetullah Gülen napisał artykuł dla jednej z najważniejszych gazet na świecie –Washington Post. Stwierdził w nim, że Turcja pod rządami prezydenta, który robi co w jego mocy, by zagarnąć dla siebie całą władzę w kraju oraz rzucić opozycję na kolana, zmieniła się nie do poznania. Podkreślił też, że Zachód musi pomóc Turcji powrócić do grona państw demokratycznych.

Całość artykułu, zatytułowanego „Turcja – kraj, którego nie poznaję” wygląda następująco:

„Już blisko dwadzieścia lat mieszkam w USA – kraju którego prezydent spotyka się dzisiaj w Białym Domu z prezydentem Turcji. Te dwa państwa mają bardzo wiele wspólnych spraw, chodzi przede wszystkim o walkę z ISIS, przyszłość Syrii i kryzys migracyjny.

Niestety Turcja – swego czasu pokładająca nadzieję w umocnieniu powszechnego i umiarkowanego  rozumienia laicyzmu – pod rządami prezydenta, który robi co w jego mocy, by zagarnąć dla siebie całą władzę w kraju oraz rzucić opozycję na kolana, zmieniła się nie do poznania. Zachód musi pomóc jej powrócić do grona państw demokratycznych. Obecne spotkanie oraz mający odbyć się za tydzień szczyt NATO powinny zostać wykorzystane do realizacji tego celu.

W następstwie obrzydliwego, nieudanego przewrotu wojskowego z 15 lipca zeszłego roku, Erdoğan rozpoczął systematyczną kampanię okrucieństwa względem niewinnych ludzi. Życie ponad 300 000 osób – Kurdów,  alewitów, zwolenników świeckości państwa, reprezentantów politycznej lewicy, dziennikarzy, wykładowców czy podobnych im członków pokojowego ruchu Hizmet[1] – zostało zrujnowane poprzez aresztowania, zatrzymania, zwolnienia z pracy i inne metody represji.

Gdy tylko dotarła do mnie informacja o wspomnianym puczu, stanowczo go potępiłem i w jasny sposób odrzuciłem sugestie, jakobym miał nim kierować. Więcej: powiedziałem, że osoby biorące w nim udział zdradziły moje ideały. Mimo to – oraz przy braku jakichkolwiek dowodów – Erdoğan z odległości ośmiu tysięcy kilometrów ciągle oskarża mnie o jego zaplanowanie.

Nazajutrz po próbie przewrotu rząd przygotował listy tysięcy ludzi powiązanych z Ruchem Hizmet, które miały otwarte rachunki bankowe, uczyły w szkołach lub trudniły się dziennikarstwem. Ich życie zamieniono w koszmar, tak jakby członkostwo w Ruchu było przestępstwem. Na listach tych znalazły się również nazwiska osób od dawna zmarłych oraz takich, które w tamtym momencie pełniły funkcje dowódcze w europejskim sztabie NATO. Międzynarodowi obserwatorzy donosili o licznych przypadkach porwań oraz tortur i śmierci podczas przesłuchań. Rząd Erdoğana zaczął również prześladować niewinnych ludzi poza granicami Turcji. Za przykład niech posłuży Malezja, na którą naciskano, by wydała trzech sympatyzujących z Ruchem pracowników tamtejszej szkoły, w tym pełniącego swoją funkcję od piętnastu lat dyrektora. Nie trudno zgadnąć, że nad Bosforem czeka ich aresztowanie i tortury.

W kwietniu – na drodze wygranego niewielką większością głosów referendum, podczas realizacji którego pojawiały się donosy o licznych, poważnych nieprawidłowościach – prezydent wprowadził w Turcji system prezydencki, który likwiduje trójpodział władzy. De facto trójpodział ten został w znacznej mierze zlikwidowany już wcześniej, dzięki czystkom i łamaniu prawa. W obliczu tych autorytarnych zawirowań dobrostan narodu tureckiego budzi mój poważny niepokój.

A przecież początki były zupełnie inne. W roku 2002 AKP[2] doszła do władzy stawiając sobie za cel członkostwo w Unii Europejskiej oraz konieczność przeprowadzenia demokratycznych reform. Niestety z czasem Erdoğan przestał tolerować jakiekolwiek głosy krytyki pod swoim adresem. Korzystając z państwowych instytucji kontrolnych wiele mediów obsadził swoimi ludźmi. W lecie roku 2013 brutalnie stłumił protesty w parku Gezi. Gdy w grudniu tego samego roku przeciw ludziom z jego gabinetu wszczęto śledztwo związane z korupcją na szeroką skalę, poradził sobie tłamsząc niezależność sądów i mediów. Nadal trwa ogłoszony 15 lipca zeszłego roku „przejściowy” stan wyjątkowy. Według danych Amnesty International w tureckich więzieniach przebywa co trzeci uwięziony dziennikarz na świecie.

Okrucieństwo Erdoğana względem własnych obywateli przestało być już tylko i wyłącznie wewnętrzną sprawą Turcji. Jego posunięcia skierowane przeciw społeczeństwu obywatelskiemu, dziennikarzom, wykładowcom i Kurdom zagraża długofalowej stabilności państwa. Pod rządami AKP społeczeństwo tureckie uległo skrajnej polaryzacji. Autorytarna Turcja – która przychylnie patrząc na radykałów uznających, że przemoc jest najlepszym rozwiązaniem wszelkich problemów, jednocześnie popycha swych kurdyjskich obywateli ku desperacji – to dla Bliskiego Wschodu prawdziwy koszmar.

Naród turecki potrzebuje wsparcia swoich europejskich sojuszników oraz USA, by przywrócić swojej demokracji siłę. To właśnie dążenie do członkowstwa w NATO pchnęło Turcję w roku 1950-tym do wprowadzenia rzeczywistego systemu wielopartyjnego. Organizacja ta ma prawo i powinna wymagać od swojego tureckiego członka, by pozostał wierny standardom państwa demokratycznego.

Aby odwrócić obecny trend odchodzenia przez Turcję od standardów demokratycznych, potrzeba zmian idących w dwóch kierunkach. Po pierwsze, kierując się prawem międzynarodowym i prawami człowieka oraz korzystając z doświadczeń stabilnych, mających długą historię, zachodnich demokracji, przy udziale wszystkich grup społecznych należy na drodze dyskusji i głosowania stworzyć nową, obywatelską konstytucję.

Po drugie, trzeba przygotować program nauczania kładący nacisk na pluralizm i wartości demokratyczne oraz zachęcający do krytycznego myślenia. Wszyscy uczniowie winni nauczyć się, jak ważne jest równoważenie władzy państwa prawami jednostek oraz jak istotne są niezawisłe sądy i wolność prasy. Jednocześnie trzeba im uświadamiać ogrom niebezpieczeństwa niesionego przez nacjonalizm, upolitycznienie religii oraz kult państwa czy jakichkolwiek jednostek.

Jednakże w pierwszej kolejności trzeba położyć kres przemocy rządu tureckiego względem własnych obywateli i łamaniu ich praw, a także przywrócić osobom prześladowanym spokój i godność

Nigdy nie przestanę wierzyć w to, że Turcja może stać się modelowym przykładem demokracji dla całego świata i modlę się, by udało jej się wydobyć z obecnego autorytarnego kryzysu, zanim będzie za późno.

Źródło: https://www.washingtonpost.com/opinions/global-opinions/the-turkey-i-no-longer-know/2017/05/15/bda71c62-397c-11e7-8854-21f359183e8c_story.html?utm_term=.0102454354a8

[1] Tur. „Służba”, przypis tłumacza.

[2] Adalet ve Kalkınma Partisi – Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, partia z której wywodzi się prezydent Erdoğan. Przypis tłumacza.

1 Comment
  1. mamag says

    Znaczy się,należy wprowadzić demokrację jak w Iraku,Libii …

Leave A Reply

Your email address will not be published.